Brunei

Meczet w Bandar Seri Begawan (Sułtanat Brunei) © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

Meczet w Bandar Seri Begawan (Sułtanat Brunei) © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

W Brunei byłem dwa razy – w 2012 przypłynąłem tu promem z Kota Kinabalu (KK) i następnego dnia wróciłem autobusem do KK. W 2013 ponownie przyjechałem z Kota Kinabalu, ale tym razem autobusem, a wyjechałem również autobusem ale do Miri. Piszę o tym, żeby pokazać jak punkt widzenia się zmienia przez punkt siedzenia.

Podczas autokarowej podróży między Kota Kinabalu i Bandar Seri Begawan (stolicą Sułtanatu Brunei) dostaje się w paszporcie 8 stempli.

  1. Wyjazd z Sabah (stan Malezji)
  2. Wjazd do Sarawak (stan Malezji – Sabah i Sarawak utrzymują między sobą granicę)
  3. Wyjazd z Malezji
  4. Wjazd do Brunei
  5. Wyjazd z Brunei
  6. Wjazd do Malezji
  7. Wyjazd z Malezji
  8. Wjazd do Brunei

W 2012, kiedy jeszcze mój paszport miał miejsce, 8 stempli mnie nie przeraziło. W 2013 roku na każdym stemplowaniu prosiłem każdego pogranicznika o jak najlepsze ściskanie pieczątek, bo się bałem, że nie starczy mi paszportu do końca podróży. W sumie Jedno małe Brunei, w którym w sumie spędziłem 2 noce (dwa razy po jednej nocy) zużyło prawie pełne 4 strony w paszporcie – pełne 20 pieczątek. To jeden z przepięknych nonsensów w Azji – oni uwielbiają stemplować. I do tego im większy stempel tym lepiej. A już najbardziej lubią wklejać całostronicowe wizy i brać za nie $50 tak jak w Laosie.

Brunei jest maleńkie i określeniem, które chyba najlepiej oddaje jego charakter jest Watykan islamu. Jak sie patrzy na główną światynię w stolicy, to absolutnie przepychem dorównuje Watykanowi. Wręcz ocieka złotem.

Meczet w Bandar Seri Begawan (Sułtanat Brunei) © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

Meczet w Bandar Seri Begawan (Sułtanat Brunei) © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

Inne określenie, które dobrze oddaje charakter mieszkańców tego mini państwa to szczęśliwe smutasy. Na papierze mieszkańcy Brunei mają wszystko. Ich kraj jst niezależny i dosłownie śpi na ropie. Mają fantastyczny klimat. Facet który nimi rządzi jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie i w zamian za całkowiete poddaństwo w stylu wręcz prawie średniowiecznym, gwarantuje swoim obywatelom wszystko czego dusza zapragnie. Jest jednak trik – to wszystko musi być w całkowitej zgodzie z islamem i to w dodatku z jedną z najsurowszych interpretacji jakie istnieją na świecie. Interpretacji władcy.

Można tu się pokusić o porównanie z Polską, w której przynajmniej w sferze słownej istnieje dość surowa interpretacja katolicyzmu. W sferze publicznej istnieje masa zakazów i nakazów, o których się wciąż mówi. Wiele ludzi wciąż bierze śluby, bo tak wypada czy też wiele kobiet znosi przemoc w rodzinie, bo muszą nieść swój krzyż itp itd. Oczywiście to są najbardziej drastyczne przykłady. Ogólnie w Polsce ludzie mówią jedno, a robią drugie i katolicyzm jest dość bajkowy, taki obrazkowy, jak dla dzieci – owinięty pazłotkiem dla niepoznaki, a na serio prawie nikt i tak się do niego nie stosuje.

Meczet w Bandar Seri Begawan (Sułtanat Brunei) © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

Meczet w Bandar Seri Begawan (Sułtanat Brunei) © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

W Brunei jest natomiast tak samo w sferze słownej – totalna powaga na temat zakazów i nakazów, z tą różnicą, że obowiązują one również w praktyce. I do tego wszyscy muszą być z tego powodu szczęśliwi, bo przecież pan i władca wie lepiej, co jest dobre dla swojego ludu.

Przykłady. W całym kraju nie można kupic papierosów ani alkoholu. Nie ma nigdzie barów ani pubów. W stolicy późnym wieczorem otwarta jest tylko jedna kawiarnia. Wczesnym wieczorem otwarte jest jeszcze KFC. Taka sytuacja sprawia, że prawie przez cały dzień stolica wygląda jakby nikt w niej nie mieszkał. W samym centrum wokół głównego meczetu kręci sie więcej sprzątaczy i ogrodników niż mieszkańców. Miasto wydaje się opuszczone. Wygląda tak jakby coś się włąśnie stało albo miało sie zaraz stać.

Meczet w Bandar Seri Begawan (Sułtanat Brunei) widziany z wioski na wodzie - Kampong Ayer, © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

Meczet w Bandar Seri Begawan (Sułtanat Brunei) widziany z wioski na wodzie – Kampong Ayer, © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

Oprócz tego wrażenie bajkowości i nierealności daje sam meczet – szczególnie jak się patrzy na niego z Kampong Ayer – wioski zbudowanej na palach na rzece Brunei. Meczet przypomina mi filmy z dzieciństwa o Indiach, gdzie pośród totalnej biedy stały opływające złotem pałace władców. Podobnie wygląda to w Brunei. Patrząc na meczet z Kampong Ayer miałem wrażenie, że to są dwa różne światy. Jdąc droge pomiędzy meczetem i wioską można prawie poczuć granicę między sacrum i profanum. Z jednej strony ogromny, potężny budynek świecący czystością, bielą i złotą kopułą, a z drugiej strony marne, rozpadające się chatki na palach na wodzie.

Meczet w Bandar Seri Begawan (Sułtanat Brunei) widziany z wioski na wodzie - Kampong Ayer, © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

Meczet w Bandar Seri Begawan (Sułtanat Brunei) widziany z wioski na wodzie – Kampong Ayer, © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

Zawsze mnie to zastanawiało dlaczego ludzie się nie buntują widząc tak jawną niesprawiedliwość, że sami mieszkają prawie w szałasach a obok stoi meczte opływający złotem. A obok meczetu po drugiej stronie kilka zachodnich hoteli, banków i siedzib firm zajmujących się wydobyiem ropy. Istny sojusz tonu i ołtarza widoczny na dłoni. A biedni ludzie mieszkają w rezpadających się ruderach z widokiem na to wszystko. Warto pojechać do Brunei dokładnie po to, żeby zobaczyć ten kontrast.

Spacerując po Kampong Ayer udało mi się porozmaiwć z kilkoma lokalesami. To są strasznie mili ludzie i są bardzo zainteresowani przybyszami z zachodu. Widać na ich twarzach zarówno zainteresowanie jak i strach. Dzieci podchodzą bardziej ufnie – jeszce nie wyrobiły w sobie strachu czy wstydu. Nastolatkowie już mają poczucie wstydu, ale widać że bardzo im zależy, żeby nawet przez chwilę porozmawiać. Najciekawsze są kobiety z dziećmi. One wręcz same zaczynają rozmowę.

Opuszczone Bandar Seri Begawan (Stolica Sułtanatu Brunei). Gdzie się podziali wszyscy ludzie? © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

Opuszczone Bandar Seri Begawan (Stolica Sułtanatu Brunei). Gdzie się podziali wszyscy ludzie? © Papierowa Tratwa | Szymon Piątek

Okazało się, że dość sporo kobiet jest tutaj sprowadzonych z Indonezji. Ich mężowie najwidoczniej cenią sobie indonezyjskie wychowanie czy wartości – do tego w niektórych częściach Indonezji islam jest podobnie konserwatywny.

Jedna studentka tak bardzo zaangażowała się w rozmowę, że mimochodem oprowadziła mnie po wiosce. Opowiedziała mi jak cudownie (to dokłądnie jej słowo) żyje się w Brunei i jak sułtan wszystko im zapewnia. Ona i jej koleżanki studiują. Ona kończy włąśnie kurs pt. Rola kobiet w Islamie, a jej koleżanki studiują coś podobnego, ale również z dodatkiem w islamie. Wydaje się, że nie ma tu świeckich kierunków studiów – tu muszę przyznać, że mogę się myliś, gdyż bazuję tylko na rozmowie z jedną osobą, ale z tego co ona mówiła, to każdy kurs ma na końcu dodatek w islamie.

Inna ciekawa rzecz w stolicy Brunei to wrażenie, że coś się zaraz musi stać. Na ulicach prawie nie ma ludzi – miasto wygląda jak zaraz po albo przed jakąś katastrofą. Oprócz Kampong Ayer nigdzie nie wiedziałęm ani jednego dziecka. Śmiem twierdzić, że spacerując po południu i wieczorem po ulicach Bandar Seri Begawan, mija się więcej turystów niż lokalesów. Rano życie ewidentnie toczy się we wioskach na wodzie i na lokalnym markecie. Samo miasto natomiast wygląda na wymarłe.

Sprawa noclegu w Brunei jest również dość skomplikoana. Nie ma tu hosteli – są oczywiście zakazane. Do wyboru są zatem tylko drogie hotele, albo… mieszkanie w akademiku dla młodzieży. To jest taki bardzo dziwny i szemrany temat z tym akademikiem. Nigdzie w necie nie ma o nim żadnej oficjalnej informacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *