Nieudane wejście na Teide w grudniu

Szczerze nie znoszę takich sytuacji, że do wejścia na sam szczyt brakuje dosłownie kilkuset metrów, ale ze względów na bezpieczeństwo trzeba się wycofać i wrócić na dół. W tym przypadku zabrakło nam dokładnie 418 metrów.

Plan na Teide był prosty: startujemy o 8 rano i o 13 zdobywamy szczyt (3718m). Mieliśmy zarezerwowane pozwolenie na wejście na szczyt między 13:00 a 15:00. Gdyby z jakiegoś powodu się nie udało, to mieliśmy zostać na noc w schronisku Altavista Refuge (3260m) i następnego dnia rano próbować jeszcze raz ataku na szczyt. Plan niestety pokrzyżował śnieg i moje nieprzygotowanie do warunków atmosferycznych.

Prognozowanie pogody na Teide i plan działania

Już na kilka dni przed wspinaczką dość regularnie sprawdzałem pogodę na Teide. Poszukiwałem głównie informacji na temat opadów śniegu i ogólnie od jakiej wysokości jest już stała pokrywa śniegowo-lodowa. Albo moje zdolności w wyszukiwaniu takiego info na necie są zbyt słabe, albo nigdzie nie ma takich dokładnych informacji. Najlepsza strona pogodowa, którą znalazłem mówiła o snow limit na Teide na 2200m, ale to okazało się jedynie wskazówką od jakiej wysokości pojawiają się pierwsze plamki śniegu. Inna strona podawała freezing level na Teide na 3400, co okazało się lepszym prognostykiem. W każdym razie do momentu znalezienia się na tych wysokościach, nie wiedziałem dokładnie, co oznaczały: snow limit i freezing level.

Aga miała buty do wspinaczki, a ja planowałem zaatakować Teide klasycznie nieprzygotowany – miałem buty do biegania i dwie pary skarpet plus reklamówki do założenia na stopy, gdyby było na serio mokro. Oprócz tego mieliśmy oboje przylegające do ciała koszulki do biegania, po dwa polary, kurtki przeciwdeszczowe oraz obcisłe legginsy i na nie jeszcze spodnie.

Plan wejścia podzieliliśmy na etapy:

  1. Dojazd
  2. Start – Jaja Teide
  3. Jaja Teide – początek wspinaczki
  4. Początek wspinaczki – Schronisko Altavista Refuge
  5. Schronisko Altavista Refuge – stacja kolejki
  6. Stacja Kolejki – szczyt Pico del Teide
  7. Spacer po kraterze Pico del Teide

Na Teneryfie zamieszkaliśmy (zresztą jak za każdym razem) w Santa Barbara Golf and Ocean Club. Mieszkanie w takich hotelach nie jest do końca moim ulubionym zajęciem, ale tak jak ostatnim razem, również w tym roku oni mieli idiotycznie niskie ceny zimą. Gdy do tego doliczy się idiotycznie niskie ceny lotów z Londynu, to potem człowiek kończy w takim mrówkowcu. Z pozytywów muszę jednak przyznać, że lokalizacja jest bardzo dobra (bardzo blisko lotniska), pokoje są mega czyste oraz obsługa bardzo się stara. Są bardzo usłużni – tak na amerykańską sieciówkową modę.

Santa Barbara Golf and Ocen Club, Teneryfa

Santa Barbara Golf and Ocen Club, Teneryfa

Już na starcie z hotelu mieliśmy 50 minut opóźnienia. Wyjechaliśmy z hotelu później niż zakładaliśmy i droga zajęła nam dłużej niż pokazywała Google Maps. Dłuższy czas przejazdu spowodowany był pięknymi widokami – zatrzymywaliśmy się minimalnie z 10 razy, żeby popatrzeć na krajobraz oraz na sam wulkan Teide, który pięknie się prezentował w porannym słońcu.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Widok na Teide o poranku zaraz po wschodzie słońca.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Widok na Teide o poranku zaraz po wschodzie słońca.

Patrzyłem też na sam szczyt i z radością zauważyłem, że czapa śniegowa się bardzo zmniejszyła w porównaniu do tego co widzieliśmy z samolotu czy kilka dni później z gór otaczających wioseczkę Masca. Była wyraźnie mniejsza i na serio po cichu liczyłem, że się uda.

Ośnieżony szczyt Teide (Teneryfa) widziany z gór otaczających wioseczkę Masca.

Ośnieżony szczyt Teide (Teneryfa) widziany z gór otaczających wioseczkę Masca.

Wystartowaliśmy jak bóg przykazał z mini parkingu około 3km za wjazdem na kolejkę (cable car) na Teide. Niektórzy ludzie opisują w necie, że jest to trudno znaleźć, ale my nie mieliśmy żadnego problemu, więc albo ostatnio to dobrze oznakowali, albo ktoś jest ślepy.

Parking - początek wspinaczki na Teide, Tenerywa

Parking – początek wspinaczki na Teide, Teneryfa

Wysokość startowa wynosiła około 2200m. I tu pojawiła się pierwsza niespodzianka – już na starcie musieliśmy założyć wszystkie polary i kurtki przeciwdeszczowe – wiatr dosłownie zdmuchiwał nas ze szlaku.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Szymon Piątek i Aga Cebula

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Szymon Piątek i Aga Cebula

Wiało totalnie – nigdy w życiu nie byłem przez tak długi czas w takim wietrze. A co najgorsze – wiało z przeciwka, co bardzo spowalniało marsz. No i do tego było bardzo zimno. To było takie wiatrowe zimno. Temeperaturowo było w sam raz, ale wiatr potęgował wrażenie zimna.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Początek trasy

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Początek trasy

Sam szlak przez pierwszą godzinę wiedzie przez totalne pustkowie, które wygląda jak krajobraz księżycowy, albo pustynia.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Początkowa faza.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Początkowa faza.

Gdzieniegdzie pojawiają się jakieś małe roślinki, ale to raczej zdarza się przypadkowo. Ogólnie mówiąc domiunuje piach. Mówiąc bardziej geograficznie szlak wiedzie w dolinie między Montana Blanca po lewej stronie i Montana Bajada w oddali po prawej.

Wspinaczka na Teide - Widok z Montana Blanca

Wspinaczka na Teide – Widok z Montana Blanca, Teneryfa

Widoki są przepiękne i trasa bardzo delikatnie wznosi się do góry, więc (gdyby nie wiatr) można na serio bardzo miło pospacerować. W pewnym momencie widok wygląda jakby to był Grand Canyon w USA. No prawie…

Wspinaczka na Teide - Widok z Montana Blanca, Teneryfa

Wspinaczka na Teide – Widok z Montana Blanca, Teneryfa

Zaczęliśmy marsz z parkingu na wysokości 2200 i już na 2300m zaczęły pojawiać się pierwsze sporadyczne plamki śniegu. Najpierw były na serio maleńkie.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Pierwsze plamki śniegu zaczęły się pojawiać już na wysokości około 2300 metrów

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Pierwsze plamki śniegu zaczęły się pojawiać już na wysokości około 2300 metrów

Potem było ich coraz więcej i były zauważalnie coraz większe.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Pierwsze plamki śniegu zaczęły się pojawiać już na wysokości około 2300 metrów

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Pierwsze plamki śniegu zaczęły się pojawiać już na wysokości około 2300 metrów

W pewnym momencie śnieg zaczął pojawiać się nawet na trasie. Przypomniało mi się, że jedna ze stron pogodowych mówiła, że snow limit miał dziś wynosić 2200 metrów – wychodzi na to, że można na tej stronie polegać i że snow limit po prostu oznacza wysokość, od której rozpoczynają się jakiekolwiek, nawet minimalne ślady śniegu.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Pierwsze plamki śniegu zaczęły się pojawiać już na wysokości około 2300 metrów

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Pierwsze plamki śniegu zaczęły się pojawiać już na wysokości około 2300 metrów

Jaja Teide

Po jakiejś godzinie marszu doszliśmy do ‚Jaj Teide’. To nie jest mój wymysł – tak się oficjalnie nazywa ta ‚część programu’. Jaja są to po prostu ogromne głazy, które utworzyły się z kawałków lawy podczas toczenia się z ogromną prędkością w dół niczym kula śnieżna.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Jaja Teide

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Jaja Teide

Leżą sobie zatem te jaja porozrzucane przy szlaku, nie zdają sobie sprawy na skojarzenia językowe jakie powodują wśród Polaków i wyglądają bardzo ciekawie w porównaniu z pierwszą częścią trasy, gdzie krajobraz jest iście spartański – czyli że nie ma tam niczego oprócz wiatru.

Na wysokości jaj, śnieg zaczął pojawiać się jeszcze częściej i plamy śniegowe stały się widocznie większe. Mimo wszystko to był wciąż pikuś i gdyby nie bezczelny wiatr, również tą część trasy nazwałbym hasaniem po łączce. Największym przeciwnikiem na tym etapie był wiatr. Ani śnieg, a tym bardziej na pewno nie łagodne zdobywanie wysokości, nie sprawiały żadnych trudności.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Grudniowy śnieg

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Grudniowy śnieg

Po około pół godziny spacerku między jajami doszliśmy do punktu gdzie kończyła się łagodnie wznosząca się dotychczasowa trasa i rozpoczynała prawdziwa wspinaczka. To jest brutalne przejście i następuje około wysokości 2600m. Kończy się łączka i zaczyna wspinaczka.

Początek wspinaczki na Teide

Przejście jest oznaczone tablicą informacyjną, ale i bez niej widać, że kończy się zabawa i zaczyna wspinanie.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Koniec jaj - początek prawdziwej wspinaczki.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Koniec jaj – początek prawdziwej wspinaczki.

Na domiar złego na starcie wspinaczki była tablica, na której znaleźliśmy bardzo niemiłą informację, że przejście ze schroniska Atravista do stacji kolejki jest zamknięte z powodu śniegu i oblodzenia. Uznaliśmy, że mimo wszystko spróbujemy. W razie czego mieliśmy wykupiony nocleg w Altavista i mogliśmy tam przespać/przeczekać niekorzystne warunki.

W podjęciu takiej decyzji pomogła nam również para Niemców, którzy mówili, że już kilka razy zdobyli Teide zimą i zawsze jest taki sam napis i na serio nie ma się czym przejmować i trzeba iść dalej.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa

Wspinaczka na Teide, Teneryfa

Szlak staje się już wyraźnie węższy i bardziej kamienisty. Jest pełny luźnych kamyków i kamieni i na serio trzeba uważać. Oczywiście jako że zaczyna się wspinaczka, nie biegnie on już spokojnymi łukami, a typowym zygzakiem i do tego ostro w górę.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa

Wspinaczka na Teide, Teneryfa

Szybkie spojrzenie w dół uświadomiło mi jak szybko zdobywamy wysokość. Pierwszy przystanek zrobiliśmy na 2740m i zarówno ja i Aga zaczęliśmy czuć, że w powietrzu jest mniej tlenu. Po miłej i przyjemnej (gdyby nie wiatr) pierwszej części teraz nastąpił szok zmęczeniowy. Z pozytywów natomiast zmieniła się sytuacja z wiatrem – przestał prawie wcale wiać i na długich odcinkach wchodziliśmy bez czapek i rękawiczek. W niektórych miejscach wspinaliśmy się nawet tylko w jednym polarze, bo słońce zaczęło na serio mocno przypiekać.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Po prawej widać Montana Blanca

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Po prawej widać Montana Blanca

Trasa stała się jeszcze bardziej kamienista i było widać jak góra jest ‚podzielona’ na strefy. Na pewnej wysokości zaczynała się zieleń, potem nagle ginęła. I potem znów się zaczynała i znów ginęła.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa

Wspinaczka na Teide, Teneryfa

Widok w dół stawał się coraz bardziej imponujący. Mimo że prawie zawsze podczas wspinaczki nie patrzę w dół, bo mnie to stresuje – szczególnie jak stoję na stromej ścianie, w tym wypadku nie mogłem się oprzeć. Byliśmy już wysoko nad chmurami, które były daleko i obok nas było prześliczne czyste bezchmurne niebo.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. To 'wzgórze' na środku to Montana Blanca

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. To ‚wzgórze’ na środku to Montana Blanca

Oprócz braku wiatru skończyły się również plamki śniegu. Odkąd zaczęliśmy się na serio wspinać nie zauważyłem nawet jednej do około 2800m. Mimo to z każdym krokiem byliśmy coraz bardziej zmęczeni i przerwy na odpoczynek stawały się coraz częstsze i dłuższe.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Aga poluje na dobre ujęcie.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Aga poluje na dobre ujęcie.

Moje buty na serio dawały spokojnie radę do 2800m. Na tym etapie na serio wierzyłem jeszcze, że się uda. Mój spokój mącił nieco fakt, że na około 20 osób które minęliśmy, ani jedna nie szła w podobnym do mnie obuwiu. Wszyscy mieli buty do chodzenia po górach, ogromna większość miała kijki, a jeden facet nawet szedł w rakach.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Moje buty poradziły sobie bardzo dobrze do wysokości 3000m

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Moje buty poradziły sobie bardzo dobrze do wysokości 3000m

Nagle po ‚śniegowej przerwie’ pojawiła się pierwsza plamka śniegu.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Śnieg pojawił się ponownie na 2900m

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Śnieg pojawił się ponownie na 2900m

Potem nagle mniej więcej na 2900m stała się rzecz bardzo ciekawa. Pojawiły się na serio spore i gęste krzaczki wzdłuż trasy, które jak się okazało były niby kurtyną, która kryła przed nami niemiłą niespodziankę.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Wysokogórska roślinność

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Wysokogórska roślinność

A niespodzianką był śnieg na trasie. Bez przerwy. Non stop. Od tego momentu szliśmy (i odpoczywaliśmy) już tylko po śniegu.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Postój i odpoczynek na 3000m. Cała trasa jest już po śniegu.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Postój i odpoczynek na 3000m. Cała trasa jest już po śniegu.

Krzaczki szybko zniknęły i zostały już tylko ośnieżone skały. Ani na moment nie szliśmy już po kamieniach. Aż do samego schroniska był śnieg. Na początku był całkiem miękki i szło się po nim dość stabilnie, ale z metra na metr stawał się coraz bardziej zlodowaciały i moja przyczepność do podłoża w pewnym momencie zmalała prawie do zera.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Postój i odpoczynek na 3000m. Cała trasa jest już po śniegu.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Postój i odpoczynek na 3000m. Cała trasa jest już po śniegu.

Pierwszy raz pomyślałem, że może nie ma sensu tego kontynuować na około 3100m i właśnie wtedy spoglądając w górę zobaczyliśmy pierwszy raz schronisko. Ostatnie 20-30 metrów przed schroniskiem trasa była dużo bardziej płaska niż normalnie, więc nie było problemu z wdrapaniem się.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Widok na schronisko Altavista Refugio.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Widok na schronisko Altavista Refugio.

W schronisku nie było żywej duszy. Przeczytałem informację, że ktoś z obsługi przychodzi o 5 i do tego czasu można korzystać tylko z automatów do napojów. Oprócz tego wszystkie pokoje i kuchnia były pozamykane na klucz.

Spojrzałem na zegarek i minęła właśnie 12:20. Wspinaczka z parkingu do schroniska zajęła nam dokładnie 3h i 30 minut.

Na zewnątrz na nasłonecznionej ścianie termometr wskazywał 7 stopni. Zdjąłem mokrą koszulkę i wystawiłem ją na murku, żeby słońce ją wysuszyło. W międzyczasie zaczęliśmy pytać ludzi, którzy wracali z góry o warunki. Dosłownie każda osoba wracała z informacją, że musieli zawrócić, bo trasa jest totalnie oblodzona i nie da się przejść. Jeden Niemiec mówił, że udało mu się dojść na 3500 i już widział tarasy widokowe odchodzące od stacji kolejki linowej, ale między tym punktem a tarasem był gigantyczny język lodowy schodzący prosto w przepaść i nie dało rady tego przejść. Niemiec próbował dwa razy i dwa razy się wywalił, więc w końcu zrezygnował i zawrócił mimo że miał porządne buty do chodzenia po górach.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Temperatura powietrza w  schronisku Altavista Refugio (3260m), 15 grudnia 2014 roku.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Temperatura powietrza w schronisku Altavista Refugio (3260m), 15 grudnia 2014 roku.

Po relacji Niemca zaczęliśmy się mocno zastanawiać czy damy radę dziś wejść. Podziwialiśmy widoki ze schroniska w dół i oczekiwaliśmy wieści od kolejnych ludzi, którzy wracali z góry. Przez pół godziny każda osoba która wracała, potwierdzała relację Niemca. Jedni zawracali wcześniej, inni później, ale wszyscy rezygnowali. Wszyscy mieli zimowe buty i kijki do wspinaczki.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Widok ze schroniska Altavista Refugio (3260m), 15 grudnia 2014 roku.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Widok ze schroniska Altavista Refugio (3260m), 15 grudnia 2014 roku.

W tym momencie mieliśmy bardzo poważną dyskusję z Agą, co robić. Stwierdziliśmy, że spróbujemy teraz zaatakować i jeżeli po 20 minutach uznamy, że to nie ma sensu, zawrócimy i zejdziemy w dół. Uznaliśmy, że mimo, że mamy możliwość wspinaczki jeszcze następnego dnia rano (od 4 rano, żeby wejść na szczyt na wschód słońca), to nie będziemy tego robić w nocy jeżeli w dzień warunki są zbyt trudne.

Już pierwsze 20-30 metrów od schroniska czułem, że zamrożony śnieg, który nawet nie wgina się pod ciężarem człowieka to nie jest dobry omen. Od samego początku wspinaczka wyglądała tak, że między relatywnie płaskimi odcinkami pokrytymi w całości śniegiem, po których można było iść w miarę wyprostowanym, pojawiają się odcinki wspinaczki, gdzie musieliśmy opierać się i czasem wręcz podciągać w górę na kamieniach, bo nie mieliśmy totalnie żadnej przyczepności. Niektóre kamienie się ruszały a niektóre wręcz staczały!

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Oblodzona trasa ze schroniska Altavista Refugio (3260m) na La Rambleta - Pico del Teide szczyt Teide, 15 grudnia 2014 roku.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Oblodzona trasa ze schroniska Altavista Refugio (3260m) na La Rambleta – Pico del Teide szczyt Teide, 15 grudnia 2014 roku.

W taki sposób udało nam się doczłapać do 3300m kiedy to zacząłem zastanawiać się, nie czy się wywalę, tylko kiedy. To był właśnie freezing level – punkt gdzie śnieg zamarzał na lód. Według stronki którą sprawdzałem noc wcześniej to powinno zacząć się od 3400m. Zaczęło się od 3250m. Dalsza wspinaczka bez kijków i zimowego obuwia nie miała totalnie sensu i była wbrew zdrowemu rozsądkowi. Postanowiliśmy zawrócić.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Oblodzona trasa ze schroniska Altavista Refugio (3260m) na La Rambleta - Pico del Teide szczyt Teide, 15 grudnia 2014 roku.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Oblodzona trasa ze schroniska Altavista Refugio (3260m) na La Rambleta – Pico del Teide szczyt Teide, 15 grudnia 2014 roku.

Pokonanie 40m w dół do schroniska było koszmarem. Co chwila się ześlizgiwałem po kilka metrów i kaleczyłem ręce na ostrym śniegu i skałach. Kiedy padałem na rękawiczki, momentalnie mi się moczyły i marzły mi ręce. W końcu się udało. Ześlizgnęliśmy się do schroniska i postanowiliśmy porobić ostatnie foty przed zejściem w dół. Uznaliśmy, że nie ma co czekać na możliwość wejścia następnego dnia rano, bo pokrywa lodowa byłaby identyczna i na pewno nie dałbym rady wejść w swoich butach.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Oblodzona trasa ze schroniska Altavista Refugio (3260m) na La Rambleta - Pico del Teide szczyt Teide, 15 grudnia 2014 roku.

Wspinaczka na Teide, Teneryfa. Oblodzona trasa ze schroniska Altavista Refugio (3260m) na La Rambleta – Pico del Teide szczyt Teide, 15 grudnia 2014 roku.

W schronisku poznaliśmy jeszcze parę Francuzów, którzy szykowali się do pozostania tu na noc i zapytali czy mamy wódkę. Uwielbiam stereotypy o Polakach. Taki niewinny żarcik. Kiedyś zawsze go zbywałem śmiechem, ale ostatnio coraz częściej odpowiadam na nie złośliwie i powiedziałem mu, że wódki nie mamy, ale mamy za to plecaki pełne cegieł i rur, więc jak będzie potrzebował budowlańca do wybudowania pomnika stereotypów, to się polecam. Nic nie odpowiedział. A jego angielski był ewidentnie zbyt dobry, żeby udawać, że nie zrozumiał.

Kosmiczny Norweg

Potem jak już byliśmy gotowi do zejścia i spojrzeliśmy ostatni raz w górę… dobiegł do nas facet w lekkich spodniach treningowych, butach sportowych podobnych do moich i lekkiej koszulce. Rozejrzałem się wokoło i ewidentnie mógł zbiec tylko z góry – nie było opcji, żeby przybiegł z boku czy z dołu. Okazało się, że był to Norweg, który zbiegał ze szczytu. Gadka, szmatka i okazało się, że musieliśmy zweryfikować tezę o niemożliwości zdobycia Teide w takich warunkach – okazało się że Norweg w ramach treningu wbiegł na nam szczyt, z tego samego parkingu z którego i my rozpoczęliśmy naszą wspinaczkę, w 2h i 7 minut. Na moje pytanie jak to zrobił w normalnych butach do biegania, tylko się uśmiechnął i stwierdził, że ‚normalnie’ i że ‚się da’ i że kilka razy złapała go mała utrata tchu bo nie jest przyzwyczajony do biegania na takiej wysokości, ale że ogólnie jest ok.

Nie zatrzymywaliśmy go zbyt długo, żeby się nie przeziębił bez ruchu. Pożegnał się i jak strzała wystrzelił w dół. On nie zbiegał po szlaku – wyglądało to jakby zeskakiwał wielkimi susami a tam gdzie był większy śnieg ześlizgiwał się po nim niczym na nartach – czasem z mega stromych uskoków. To była przedziwna technika, której nigdy w życiu nie widziałem wcześniej.

Ogólnie mówiąc koleś był totalnym wymiataczem – jakimś atletą którego nie rozpoznaliśmy albo należał do jakichś wojsk specjalnych. To na pewno nie był normalny śmiertelnik. Przypominał mi kolesia ze wspinaczki na górę Kinabalu na Borneo. Tam wyprzedził nas pod górę tragarz, który miał na plecach metalowe drzwi, które niósł do schroniska położonego też na 3200 metrów. Te drzwi ważyły około 50kg. Popatrzyliśmy zatem jeszcze przez chwilę za Norwegiem i gdy zniknął nam z widoku, zeszliśmy myślami na ziemię i rozpoczęliśmy nasze zejście.

Zejście

Bardzo nie lubię wracać, gdy nie osiągnąłem swojego zamierzonego celu. Mam wtedy zawsze poczucie porażki. Mimo że tym razem czułem, że podjęliśmy właściwą decyzję o przerwaniu ataku na szczyt, to gdzieś tam głęboko czułem, że mogłem się lepiej przygotować, mieć lepsze buty, kupić kijki. Byłem trochę zły na siebie, że polegałem bardziej na szczęściu i że nie przewidziałem takiej sytuacji. Jednocześnie miałem w pamięci zejście z Sibayak na Sumatrze, gdzie w miarę bezpieczna wspinaczka zamieniła się w niesamowicie niebezpieczne i stresujące zejście. Teneryfa jest tylko trzy i pół godziny od Londynu, więc pewnie tu jeszcze za kilka lat kiedyś przylecę i wtedy jeszcze raz spróbuję.

6 komentarzy na temat “Nieudane wejście na Teide w grudniu

  1. Pingback: Santa Barbara Golf and Ocean Club, Teneryfa – opinia | Papierowa Tratwa

  2. Pingback: Wioska Masca – Teneryfa | Papierowa Tratwa

    • Hej. Niestety nie wiem. Ogólnie mielimy wrażenie, że taniej jest mieć samochód niż poruszać się autobusem. Potwierdziło to bardzo dużo innych par z którymi rozmawialiśmy.

  3. Autobus podjeżdża pod parking. Stamtąd kawałek drogi do szklaku. Wszystko zależy od warunków po zdjęciach widzę, że było ciężej niż w tym roku nam. Śnieg zaczął się pojawiać dopiero od schroniska, a na drodze dopiero od 3400 metrów. Wszedłem w butach sportowych do biegania po mieście i nie było najmniejszego problemu. Moja dziewczyna gorzej znosiła wysokogórskie warunki (miała tez słabszą kondycję) i skończyło się dla niej spędzeniem poranku w schronisku, gdy ja ostatni odcinek pokonałem w ciemnościach z latarką w jakieś 1h 20 minut. W porównaniu z samym dojciem do schroniska nie było tak cieżko (w końcu do schroniska było prawie 1000 metrów, zaś na szczyt trochę ponad 500 metrów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *